Polish Chamber Philharmonic Orchestra Sopot, Wojciech Rajski - Ludwig van Beethoven: Symphonies Nos. 1-9 (2015 TACET)

Polska Filharmonia Kameralna Sopot, pod kierownictwem założyciela Wojciecha Rajskiego, postanowiła zmierzyć się ze wszystkimi symfoniami giganta z Bonn. Przygodę z dziełami niemieckiego kompozytora rozpoczynamy w 1800 roku od jego „I Symfonii C-dur op. 21”. Jest to utwór subtelny i delikatny z momentami zrywu i uniesienia. Jego charakterystycznym elementem jest melodyjność. Jest to muzyka dostojnie krocząca, wykonana w tanecznym rytmie. Dwa lata później została ukończona „II Symfonia D-dur op. 36”, a działo się to w trakcie postępującej głuchoty kompozytora. Symfonia wita nas czającymi się dźwiękami, które w pewnym momencie wybuchają energią. Jest to kompozycja zagrana z nutką dramatyzmu i wzburzenia. W 1804 roku powstała – innowacyjna w formie – „III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica”. Rozpoczyna się żywo i dynamicznie. Momentami bywa burzliwie, ale dominującą cechą utworu jest powaga. Jest to najbardziej filmowa symfonia z całego zestawu. Z kolei „IV Symfonia B-dur op. 60” (1806), mimo ponurego początku, należy do najbardziej radosnych. Jest to kompozycja charakteryzująca się wichurą dźwięków i wzniosłą radością, przy czym ta druga cecha została wyrażona powagą. Ukończona w 1808 roku „V Symfonia c-moll op. 67” zaczyna się prawdopodobnie najbardziej znanym motywem w historii muzyki poważnej. Dla wielu jest on definicją stylu symfonicznego XIX wieku. Symfonia wyraża szlachetność i podniosłość. Została ona wykonana z werwą i epicką mocą. W tym samym roku powstała „VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna”. Jest to utwór programowy zainspirowany pobytem Beethovena na wsi. Dodatkowo wyróżnia się pięcioczęściową strukturą. Muzykę można określić jako wesołą, słoneczną, łagodną oraz figlarną. Na „VII Symfonię A-dur op. 92” trzeba było czekać cztery lata. Jest to kompozycja uroczysta, dworska, dumnie krocząca po królewskiej sali balowej. Jej wyróżnikiem jest skoczny i taneczny rytm. Na „VIII Symfonię F-dur op. 93” nie trzeba było długo czekać, ponieważ została skończona w tym samym roku. W początkowej części można wyczuć specyficzną nerwowość i porywczość, natomiast później następuje kontynuacja dworskości znanej z poprzedniego dzieła. Jednak nie ulega wątpliwości, że jest ona bardziej dynamiczna od poprzedniczki. Uwieńczeniem kolekcji jest „IX Symfonia d-moll op. 125” (1824), czyli utwór instrumentalno-wokalny ze słynną kantatą do słów wiersza „Oda do radości” Friedricha Schillera. W tym przypadku możemy doświadczyć różnorodności wokalnej stworzonej przez sopran Bomi Lee, alt Agnieszki Rehlis, tenor Krystiana Adama Krzeszowiaka, bas Tareqa Nazmi’ego oraz Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis pod przewodnictwem Jana Łukaszewskiego. W porównaniu do wcześniejszych kompozycji, tutaj dzieje się najwięcej. Z tego powodu niektórzy uznają ją za najbardziej urozmaiconą i ciekawą symfonię niemieckiego geniusza.